Zespół, który przestaje zabierać głos na spotkaniach, często jest odczytywany jako „spokojny” albo „dojrzały” — w końcu nie ma konfliktów, nie ma dyskusji, wszystko idzie sprawnie.
To bywa mylące. Milczenie rzadko oznacza, że nie ma nic do powiedzenia. Częściej oznacza, że ludzie doszli do wniosku, że mówienie nic nie zmienia — albo że kosztuje więcej, niż jest warte.
Kilka sygnałów, które warto zauważyć, zanim milczenie zostanie uznane za „spokój”:
Spotkania, na których pada pytanie „czy są jakieś uwagi?”, a w odpowiedzi cisza — mimo że po spotkaniu, w kuluarach, uwagi jednak się pojawiają.
Decyzje podejmowane bez sprzeciwu, które i tak nie są potem realizowane z pełnym zaangażowaniem.
Osoby, które kiedyś aktywnie się wypowiadały, a teraz robią to coraz rzadziej.
Milczenie w zespole to często efekt wcześniejszego doświadczenia: ktoś kiedyś powiedział coś odważnego i spotkał się z ignorowaniem, śmiechem albo konsekwencjami. Zespół to pamięta — nawet jeśli nikt o tym głośno nie mówi.
Co pomaga to odwrócić? Nie kolejne pytanie „czy macie jakieś uwagi” na forum całego zespołu — tylko rozmowy jeden na jeden, w których łatwiej powiedzieć coś trudnego. Oraz konkretna, widoczna reakcja lidera na sytuacje, kiedy ktoś jednak się odważył — to ona pokazuje reszcie zespołu, czy naprawdę warto mówić.
Cisza w zespole nie jest brakiem informacji. Jest informacją samą w sobie — tylko trzeba nauczyć się ją czytać.